Citius Altius fortius Akademia Wychowania Fizycznego We Wrocławiu

AWF - Logo

Erasmus

Erasmus - podaj dalej

Laureaci konkursu "Erasmus - podaj dalej"

I miejsce - Joanna Majewska (pobyt w Oulu University of Applied Sciences/School of health and Social Care, Finlandia)

II miejsce - Marcelina Wawro (pobyt w European University Cyprus, Cypr)

III miejsce - Emilia Trajkovska (pobyt w Instituto Superior da Maia, Portugalia) 

Wyróżnienia:

Michał Koper (pobyt w Hacettepe Universitesi, Turcja) 

Jędrzej Wichłacz (pobyt w Deutsche Sporthochschule Koln, Niemcy) 

Gratulujemy!

Każdy uczestnik konkursu otrzyma drobne upominki.
Przekazanie nagród zostanie ustalone drogą elektroniczną. 

I miejsce - Joanna Majewska 

 Kilka dni temu pochwaliłam się na Facebooku nowym zdjęciem. A chwilę później napisał do mnie kolega z roku: pojechałbym, bo widzę ze warto, ale to chyba skomplikowane. Odpisałam mu: jeśli chcesz jechać, to najważniejszy krok już zrobiłeś.

Tak było u mnie. Najpierw decyzja. Najważniejszy, a jednocześnie najłatwiejszy krok. Później dokumenty, formalności, testy, jeszcze trochę dokumentów. Wreszcie e-mail z informacją: jest miejsce w Oulu w Finlandii. Mają tam świetny program, ale trzeba się szybko decydować.

Spontanicznie i bez długiego namysłu odpisałam, że jadę. Czułam, że to dobra decyzja, choć wtedy jeszcze nie wiedziałam, co ona ze sobą niesie. Finlandia zatem nie była marzeniem, ale przypadkiem. Nie wiedziałam o niej wiele, na myśl o wyjeździe przychodziły mi do głowy typowe oczywistości i stereotypy: stolica to Helsinki, gdzieś na północy mieszka Mikołaj, a skoro Mikołaj to renifery, śnieg i zimno. A, i jeszcze to, że ludzie są zamknięci w sobie.

Rzeczywiście, Mikołaj mieszka w Rovaniemi i przyciąga turystów z całego świata, renifery beztrosko biegające po ulicy można spotkać w północnej części kraju, Laponii. Bywa zimno (w Oulu w styczniu temperatura spadała do -30 stopni Celsjusza) i ciemno (w grudniu można było cieszyć się światłem dziennym przez niecałe cztery godziny). Finowie rzeczywiście nie skaczą z radości na widok nieznajomych osób, a obrazek przedstawiający czekających na autobus pasażerów, stojących w odległości co najmniej metra od siebie, jest dość powszechny. A jednak jeśli lepiej ich poznać, Finowie okazują się bardzo miłymi i pomocnymi ludźmi. Kiedy w czasie jazdy zepsuł mi się rower, natychmiast podbiegł do mnie sąsiad ze skrzynką z narzędziami i naprawił go w 20 stopniowym mrozie. Moja tutorka, Elina, na powitanie przygotowała mi mapę miasta z zaznaczonymi najważniejszymi miejscami oraz najbardziej znane fińskie przysmaki (dzięki temu od początku wiedziałam, żeby omijać salmiakki). Jeden z wykładowców, wiedząc, jak bardzo lubię naturę i wędrówki, zaproponował mi udział w kursie, który okazał się najlepszym kursem jesiennego semestru. Pięć dni spędzonych bez Internetu i prądu, nad jeziorem pośrodku lasu, nauczyły mnie więcej, niż ten sam czas poświęcony na siedzenie z nosem w książkach. Zabrałam stamtąd nie tylko pomysły na nowe aktywności dla klientów terapeuty zajęciowego i pomysły na współpracę z profesjonalistami innych dziedzin, ale także wspomnienia stawiania namiotu w środku lasu, noszenia wody z jeziora Siiranjärvi do prawdziwej fińskiej sauny, czy spędzania czasu przy ognisku w gronie nowych przyjaciół.

W akademiku poznałam również wielu ludzi z różnych zakątków świata. Na wymianę przyjechali studenci z Niemiec, Czech, Irlandii, Hiszpanii i wielu innych krajów Europy, ale także z Chin, Wietnamu, Japonii czy Korei. Każdy z nas pokazywał swoja odrębność i dzielił się swoimi zwyczajami i tradycjami podczas międzynarodowych wieczorów kulinarnych i imprez, przemycając jednak trochę fińskiej, studenckiej tradycji noszenia opiskelijahaalari, czyli kombinezonu odpowiedniego dla kampusu, do którego się należy, a na który przyszywa się odznaki zebrane podczas studenckich imprez i wydarzeń. Dzięki poznanym w czasie Erasmusa studentom, na mojej liście krajów do zwiedzenia pojawiło się wiele nowych.

Te wszystkie doświadczenia i wspomnienia z pobytu na pewno pozostaną ze mną na długo. Jednak najważniejszą rzeczą, jaką przywiozę ze sobą z powrotem do Polski jest większa pewność siebie i umiejętność radzenia sobie w nowych sytuacjach.

Uwaga, będzie bardzo prywatnie: nigdy nie byłam osobą, która uwielbiała publiczne wystąpienia czy prezentacje. Jeśli mógł to zrobić ktoś inny z grupy, zazwyczaj to robił, co oczywiście wcale mi nie pomagało. Plan był prosty: postanowiłam ze na Erasmusie to zmienię. Nowe środowisko, nowi ludzie, obcy język, który daje mi możliwość popełniania błędów (w końcu zawsze mogę wybrnąć, mówiąc „I don’t know how to say it in English”). A jeśli nie wyjdzie? Nie szkodzi, za pół roku już mnie tu nie będzie.

Nie zaczęło się wcale delikatnie. Kamery, mikrofony i spora publiczność otaczały mnie podczas pierwszej prezentacji, w której miałam za zadanie przekonać jury do wybrania mojego projektu. I udało się. Później kolejna prezentacja i kolejne publiczne wystąpienia. W grudniu wzięłam udział w kręceniu spotu zachęcającego studentów z innych krajów do przyjazdu na wymianę do Oulu University of Applied Sciences (zupełnie nie przerażająca oryginalna nazwa: Oulun Ammattikorkeakoulu), a ostatnim, największym wyzwaniem była prezentacja przed ponad siedemdziesięcioosobowa publicznością z dziecięciu różnych krajów, podczas intensywnego kursu Innovation and Creativity for Life w Bułgarii, na który pojechałam wraz z 8 innymi studentami z OuluUAS.

Wciąż muszę wiele poprawić, ale stres zniknął, bo co może być straszne po takich przeżyciach? Plan został zatem zrealizowany, cel osiągnięty. A co najważniejsze, postanowiłam nie uciekać po semestrze, ale przedłużyć swój pobyt na kolejny. Bo wiem, że warto. I jeśli jesteś studentem, i czytasz to zastanawiając się, czy wyjechać, to przestań się wahać i jedź.

A jeśli zdecydujesz się na Finlandię?

Weź ciepłe ubrania. Dużo ciepłych ubrań. Od razu zrobi ci się lämpimämpi (cieplej)! Nie bój się mówić po angielsku. Zapomniałeś słowa? Użyj innego. Użyj translatora. Użyj rąk. Nie dotykaj metalowych przedmiotów przy minus dwudziestu stopniach. Sprawdzone osobiście. Jeśli masz plan nauczyć się choć podstaw fińskiego, nie zniechęcaj się od razu. I przygotuj się na wiele samogłosek. Nuottasaarentie, Poikkimaantie czy Maanmittarintie to wbrew pozorom dość krótkie nazwy ulic. A przecież wcale nie musisz znać ich na pamięć.

A jeśli nie chcesz się uczyć fińskiego? W niektórych sytuacjach wystarczy z uśmiechem powiedzieć huomenta (dzień dobry) i kiitos (dziękuję). 

majewska1

majewska2

majewska3

II miejsce - Marcelina Wawro

 Dla każdego sukces jest mierzony inną miarą - dla jednego to miliony na koncie, dla drugiego nagroda Nobla czy olimpijskie złoto, inny doceni nowe umiejętności, relacje międzyludzkie.
Jedno jest pewne - na sukces składają się ludzie i ich wybory. Często sukces wymaga też od nas odwagi, skupienia i wytrwałości. Odwagi - żeby zrobić pierwszy krok, wytrwałości - żeby nie poddać się pod naporem wyzwań, skupienia - aby rozwinąć wiarę i siłę w sobie.
Erasmus uczy nas tego, to taki bieg przez płotki w kapeluszu.

Najpierw trzeba więc przygotować się do startu. Rozgrzewka, bieganie z dokumentami, i wtedy człowiek się zastanawia. A kiedy koordynatorka programu na uczelni zapewnia z entuzjazmem - że to przygoda życia, tak ludzie mówią! – przytakujemy z uprzejmym uśmiechem, którym zwykli jesteśmy obdarzać szalonego marzyciela obwieszczającego w tramwaju dni zabawienia. Ale trzeba przyznać, sporo w tym racji – wspaniała przygoda.

Zacznijmy: ja w innym kraju, obładowana swoimi najcenniejszymi drobiazgami - walizki w ilości na dwa wielbłądy - już po wyjściu z lotniska mogłam pracować nad moją tężyzną fizyczna. Nie było lekko. Stypendium miałam odbyć na uczelni w Nikozji, języka greckiego ani trochę nie znałam.

Pierwsze wyzwanie: znaleźć dach nad głową. Postanowiłyśmy z koleżankami poszukać mieszkania już na miejscu, bez pośredników. Dużo trzeba było naszego samozaparcia i siły w nogach by w ramach dostępnego budżetu coś znaleźć. Szukając mieszkania, zwiedziłyśmy pieszo całą Nikozję - gubiąc się i odnajdując na ulicach pełnych greckich nazw, spisując numery telefonu wynajmujących z tabliczek na balkonie. Szkoła przetrwania. Pertraktowałyśmy z pośrednikami nieruchomości, uczyłyśmy się greckich słówek i lokalnych uprzejmości.

Po trzech dniach, gdy na czekałyśmy zmęczone na krawężniku, pewna Cypryjka uśmiechnęła się do nas - pewnie czuła, że zostaniemy sąsiadkami. I tak się potem stało. Wyzwaniem dla studenta Erasmusa -  co zrozumiałe -  są zajęcia prowadzone w obcym języku.  Mimo, że człowiek zamienia się w buddę ze skupionym czołem – i tak na początku połowa informacji ucieka w kosmos. I właśnie po to jest Erasmus, żeby uruchomić nasze praktycznie umiejętności językowe, pójść do przodu. W codziennej komunikacji uczysz się odczytywać znaki kulturowe. Zaprzyjaźniasz się z ludźmi, otwierasz umysł. Potem już nie zauważasz, że koleżanka, z którą dzielisz ławkę, cały czas chodzi w hidżabie - obie hiperskoncentrowane staracie się zrozumieć, co tym razem wykładowca miał na myśli, tak samo marszczycie czoło rozgryzając case study. Nowa uczelnia to zawsze nowe możliwości. Z uwagi na to, że możemy w pewien sposób kształtować nasz program zajęć, jest to wspaniała okazja, by poszerzyć własne zainteresowania. Ja, studiując Turystykę, chodziłam dodatkowo na zajęcia z Historii i sztuki antycznej ze studentami architektury. Profesor, wyglądający jak Woody Allen, z wielką pasją opowiadał o konstrukcji architektonicznej świątyń. Nic dziwnego, bo gdzie, lepiej niż na Cyprze, zanurzonym kulturze śródziemnomorskiej, można zgłębiać taki temat? Bardzo dobrze wspominam zajęcia praktyczne, Volleyball teachning: ćwiczymy grę na boisku, a w kluczowych momentach gry zawodnicy wołają do siebie po grecku - doświadczenie bezcenne. Ale w sporcie pomaga też język ciała. Kiedy w smoczych łodziach wiosłowaliśmy w jednym rytmie, nawet bez słów czuliśmy się całością.

 Erasmus to wspaniała podróż, nie tylko w przestrzeni, ale i w głąb siebie. Po niej patrzysz na kraj nie jak turysta, ale rozumiejąc głębsze zależności. Odkrywasz, że piękna wyspa ma też góry i skomplikowaną przeszłość, której strażnikami są mundurowi pilnujący granicy podzielonego na dwie części miasta. Codziennie, jadąc na uczelnię, widziałam w oddali górę na której widniała ogromna turecka flaga - utworzona by przypominać, że północna część Cypru jest pod wpływem tureckim? Potem, kiedy zwiedzałam ze znajomym Cypryjczykiem północną część - gdzie dla niego była to wyprawa za granicę, sentymentalna podróż na tereny gdzie wychowali się jego rodzice i opuścili je pod wpływem narodowych konfliktów – dużo się nauczyłam cierpliwości. Rozmawiał bez złości i nienawiści z ludźmi o rzeczach trudnych, szukał porozumienia ponad tym.
Pracując w różnych grupach projektowych, uwzględniając różnorodne tło kulturowe i językowe, uczymy się szerzej spoglądać na rzeczywistość – co w codziennej pracy i dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości bardzo się ceni, otwierają się nowe możliwości. Często na jednym wyjeździe stypendialnym się nie kończy, jeden wyjazd dodaje energii na drugi: odkrywa się nowe drogi rozwoju, kształtuje właśnie zdobyte zdolności, korzysta z informacji i inspiracji od ludzi poznanych podczas stypendium. Ktoś niedługo rozpocznie staż w polskiej ambasadzie w Wielkiej Brytanii, drugi wyruszył w podróż dookoła świata, inny bierze udział w zagranicznym projekcie naukowym.
To są drogi rozwoju i sukcesy, na które na pewno miały wpływ doświadczenia ze stypendium.

Bo Erasmus, to stan umysłu. Sprawia, że chce się więcej odkrywać. A sukces sam nie przychodzi, trzeba na niego pracować, zbierać te małe, i być wytrwałym. Czasami na Nobla, albo - mam nadzieję - Pulitzera, trzeba poczekać.

wawro1

 

wawro3

wawro2

III miejsce - Emilia Trajkovska

Erasmus zakończony sukcesem na 100%. Tak w skrócie opisałabym swój udział w tym programie wymiany studenckiej, który w wspaniały sposób wpłynął na rozwój mojej osoby we wielu płaszczyznach - począwszy od wzbogacenia kulturowego, językowego, przez naukowe a kończąc na zawodowym. Może to brzmieć jak banał aczkolwiek dalsza część moich wspomnień pokaże dobitnie, że nie są to tylko puste słowa. Na wstępie muszę podkreślić mój wyjazd na LLP Erasmus miał miejsce w najlepszym możliwym momencie, a mianowicie pod koniec studiów licencjackich na kierunku Turystyka i Rekreacja. Pozwoliło mi to na podjęcie dalszych decyzji co do kontynuowania studiów na AWF we Wrocławiu i rozpoczęcia kształcenia na innym kierunku, ale o tym w dalszej części.

            Przede wszystkim mój sukces na „The Lifelong Learning Programme” zawdzięczam mojemu chłopakowi, który również był „Erasmusem” i niezwykle wspierał mój wyjazd ufając, że jest to dla mnie życiowa szansa. Przekazał mi on coś niezwykle ważnego, a mianowicie,  że na równi z „must to do” musi iść „must to prepare”. Jadąc na semestr do Instituto Universitário Da Maia wiedziałam, że im bardziej będę przygotowana tym bardziej skorzystam z wyjazdu i będę mogła korzystać z uroków Portugalii oraz doświadczenia studiów w innym kraju. Od początku doskonale wiedziałam czego spodziewać się na uczelni i szybko zaadoptowałam się do panujących tam warunków. Już po kilku dniach czułam się jak wieloletni student tej Uczelni i nawiązałam bardzo dobry kontakt z prowadzącymi zajęcia, którzy starali się abyśmy jak najwięcej wynieśli z naszego semestru na ISMAI (patrz zdjęcie z zajęć z Ekologii w terenie).

            Dobrze poukładane życie na Uczelni pozwalało mi na korzystanie z możliwości poznawania ludzi z innych krajów, którzy podobnie jak ja,  brali udział w programie Erasmus. I tak już na samym początku poznałam osobę, która wywarła największy wpływ na mój wyjazd i również obecne życie. Mowa tutaj o studentce z Chorwacji o imieniu Monika. Co śmieszniejsze jadąc na drugi koniec Europy najbardziej wartościową osobą jaką poznałam była moja prawie krajanka. Mogę tak śmiała powiedzieć ponieważ pomimo polskiego pochodzenia urodziłam się i wychowałam w Macedonii, która niegdyś razem z Chorwacją należała do Jugosławii. Pewnie próbujecie się domyślić jaki wpływ wywarła na mnie Monika skoro tak niezwykle o niej mówię. Otóż pokazała mi jak olbrzymi potencjał językowy drzemie w mojej osobie i jak bardzo go nie doceniałam. Pomimo, że razem z Moniką świetnie mówimy po angielsku to spróbowałyśmy zobaczyć co wyjdzie z naszej konwersacji w jej ojczystym języku. O dziwo - okazało się że rozumiałam wszystko co mówiła do mnie moja nowa koleżanka i ona również mnie rozumiała. Postanowiłam to wykorzystać i wzmocnić swoje umiejętności lingwistyczne oraz wykształcenie i po powrocie do Polski postanowiłam ubiegać się o indeks na drugim kierunku studiów na poziomie magisterskim - mowa oczywiście o Filologii Serbskiej i Chorwackiej na Uniwersytecie Wrocławskim. Z powodzeniem przeszłam rozmowę kwalifikacyjną, która była prowadzona w języku serbskim i chorwackim. Wcześniej obroniłam licencjat na kierunku Turystyka i Rekreacja na AWF we   Wrocławiu, oczywiście w terminie, ponieważ semestr na ISMAI w pełni odpowiada temu na naszej Uczelni.

            Będąc w tak turystycznym kraju jak Portugalia, żyjąc wcześniej w turystycznej Macedonii a studiując na TIR, zdałam sobie sprawę właśnie w czasie pobytu na LLP Erasmus, że połączenie zdolności językowych, marketingowych i wiedzy turystycznej będzie stanowiło o mojej wartości zawodowej i umożliwi mi sukces zawodowy po skończeniu studiów. Reakcje pracodawców na wstępnie wysyłane przeze mnie aplikacje do pracy wkazują, że był to bardzo dobry wybór. Dzięki temu jeszcze bardziej jestem zadowolona z podjęcia decyzji o wyjeździe na Erasmusa na poziomie studiów licencjackich.

            Powiedziałam o wielu poważnych rzeczach, a w końcu Erasmus to też czas relaksu i zabawy. Tutaj przede wszystkim musze powiedzieć o „wystrzałowej ekipie”, z którą mieszkałam. W składzie oczywiście koleżanka Marta z AWF, ale i 2 wspaniałe Turczynki – Abir i Duygu. Razem podróżowaliśmy i opalaliśmy się na plaży w pobliskim Porto. Przeżyliśmy wiele radosnych i szalonych chwil i razem poznawałyśmy kulturę Portugalii. Oczywiście bardzo ważną dużą postacią uczestniczącą pośrednio w moim Erasmusie był mój chłopak, który niezwykle mnie wspierał i odwiedzał, aranżując m.in. niezapomniany weekend w Portimao i Faro czy wypad do Lizbony, co niezwykle wzmocniło nasz związek. Pomimo odległości udało nam się spotykać i z mojego wyjazdu na Erasmusa mamy wiele wspólnych wspaniałych wspomnień, które zostaną z nami do końca życia i na pewno jeszcze nie raz odwiedzimy razem Portugalię.

            Wspominając to wszystko zdaję sobie sprawę że możliwość uczestnictwa w programie Erasmus to niezwykła szansa, którą udało mi  się w pełni wykorzystać. Z pewnością zarówno Portugalia jak i Instituto Universitário Da Maia wywarły olbrzymi wpływ na moje życie. Po dwóch latach od mojego wyjazdu widzę, że czas spędzony w innej kulturze, w innym kraju i na innej uczelni procentuje do dzisiaj i zapewne jest to całkiem niezły kapitał na dalsze życie.

 

trajkovska1

trajkovska2

Wyróżnienie - Michał Koper

       5000 znaków to zdecydowanie za mało, żeby opisać to co przydarzyło mi się w czasie trwania programu Erasmus oraz to co zmienił on w moim życiu ale postaram się w skrócie opowiedzieć jakie to przygody mogą nas na Erasmusie spotkać oraz jakie nowe możliwości mogą się przed nami pojawić po zakończeniu wymiany. Zawsze po cichu marzyłem sobie o tym aby pracować międzynarodowo, żeby na co dzień używać kilku języków, żeby przez moje działania ludzie kojarzyli Polskę i Polaków jak najlepiej. Jednak zawsze coś mnie w środku blokowało, nigdy nie byłem wystarczająco odważny i pewny siebie aby podjąć zdecydowane kroki ku spełnieniu mych marzeń. Jednak obraz tego co chciałem osiągnąć nigdy nie osłabł. Zawsze był gdzieś z tyłu głowy i towarzyszył mi przez pierwsze lata studiów.

       Na trzecim roku dowiedziałem się od znajomego, że jest możliwość wyjechania nawet na cały rok akademicki w ramach wymiany studenckiej do innego kraju. Zobaczyłem światełko w tunelu. Wydarzeniu temu towarzyszyła niezwykła euforia z mojej strony, zupełnie jakbym swoimi myślami przyciągnął je do siebie. W tym momencie, chciałem dowiedzieć się wszystkiego na temat programu, wymagań jakie muszę spełnić i jakie możliwości on przede mną otwiera. Pomogła mi w tym Pani Monika Ilecka, nasz uczelniany koordynator do spraw Erasmusa, za co chciałbym w tym momencie z całego serca podziękować. Jest Pani złotą kobietą Pani Moniko! Kiedy dowiedziałem się wszystkiego czego potrzebowałem, zaczęły się energiczne przygotowania. Cały trzeci rok, oprócz naturalnie studiowania minął mi na nauce języka angielskiego, który według mnie był na niewystarczającym poziomie aby studiować za granicą. Nawiązałem wiele znajomości internetowych, które miały mi zapewnić niezbędną praktykę pisania, czytania, słuchania a przede wszystkim mówienia. Złożyło się tak, że kilku z nich było z Turcji, natomiast co odróżniało ich od innych to to w jakich sposób chwalili swój kraj. Byli dumni z historii, kultury, kuchni i obyczajów. Bardzo mi się to spodobało. Kiedy przyszło do wyboru kraju w którym miałbym studiować Turcja znalazła się na pierwszym miejscu mojej listy. Po pierwsze dlatego, że tworzyłem tę listę pod kątem możliwości zawodowych a Turcja jest jednych z liderów jeśli chodzi o koszykówkę młodzieżową w Europie. Po drugie Turcja była dla mnie bardzo tajemnicza, egzotyczna i ciekawa. Nie patrzyłem na ten kraj przez pryzmat tanich wakacji last minute na tzw. Riwierze Tureckiej. A przez pryzmat tego czego się o nim dowiedziałem od jego mieszkańców. Na drugim i trzecim miejscu znalazły się Litwa i Słowenia. Natomiast w głębi serca marzyłem o tym aby móc studiować właśnie w Turcji.

       Czekałem na ten dzień z niecierpliwością. Radosna wiadomość przyszło mailem. Udało się! Będę studiował w Turcji! Po konsultacji z moimi tureckimi znajomymi wybrałem stolicę Turcji, Ankarę. Miałem studiować na uniwersytecie Hacettepe, jednym z najlepszych w kraju. Kiedy dowiedziałem się, że w ramach programu Erasmus mogę przed rozpoczęciem nauki wyjechać na miesięczny kurs językowy nie wahałem się ani chwili. Wybrałem Antalyę i to był kolejny dobry wybór. Poznałem podstawy języka, które po egzaminie zostały potwierdzone certyfikatem. Spotkałem na swojej drodze wielu wspaniałych ludzi z różnych zakątków Europy z którymi do dziś mam kontakt oraz przeżyłem bezapelacyjnie najlepsze wakacje swojego życia. Antalya to piękne miasto i wiążę z nim wiele niesamowitych wspomnień i historii. Po tej sielance przyszedł czas na Ankarę i regularne życie studenckie. Przez wyjazdem powiedziałem sobie, że nie będę tu tylko w celach edukacyjnych ale także będę szukał możliwości aby zebrać doświadczenie zawodowe. Chciałem dowiedzieć się, jak Turcy podchodzą do basketu i do szkolenia młodzieży oraz czemu zawdzięczają swój wysoki poziom. Znów uśmiechnęło się do mnie szczęście i po trzech miesiącach poznałem trenera jednej z sekcji młodzieżowych drużyny grającej pod szyldem Hacettepe University. Dużo rozmawialiśmy wymieniając nasze poglądy i dyskutując czym różni się szkolenie młodzieży w Turcji i w Polsce. Zaprosił mnie on abym mógł obejrzeć jego treningi a potem zaoferował pomoc w treningach. Od tamtego momentu byłem przy drużynie aż do zakończenia studiów w czerwcu. Oczywiście w międzyczasie wydarzyło się wiele ciekawych rzeczy, zwiedziłem wiele interesujących miejsc, spróbowałem wiele przepysznych potraw i poznałem wielu wspaniałych ludzi. Jedną z tych osób była moja ukochana. Z Aysenur poznaliśmy się pod koniec Maja na uczelnianym kampusie, także mieliśmy tylko miesiąc żeby cieszyć się sobą. Od samego początku była między nami chemia a na dodatek mieliśmy podobne poglądy na wiele spraw.

        Ostatni rok byłem rozerwany między Turcją a Polską. Tutaj miałem uczelnię, rodzinę i pracę a tam swoją drugą połówkę i marzenia. Nie było łatwo. Oszczędności wydawałem na bilety lotnicze i wizy aby co 3 miesiące móc pobyć razem chociaż przez tydzień. W połowie semestru pojawiła się nadzieja. Znajomy trener zadzwonił z Turcji, że powstaje nowy klub i zapytał czy nie chciałbym dołączyć do kadry trenerskiej. Bez cienia wątpliwości zgodziłem się. Od tej chwili odliczałem dni do wyjazdu. Przeniosłem się do Turcji w lipcu a od sierpnia pracuję jako trener koszykówki prowadząc treningi w języku angielskim i tureckim. Pracuję także jako nauczyciel angielskiego w tamtejszej szkole podstawowej. Sprawia mi to wiele frajdy ale jeszcze więcej tym dzieciakom. Marzenia się spełniają. Nie dajcie podciąć sobie skrzydeł. Jeśli o czymś marzycie, myślcie o tym jak najczęściej a na pewno przyciągnie to do was ludzi i okoliczności żeby stało się to faktem. A kiedy już widzicie okazje, chwytajcie ją! Nie czekajcie, nie wahajcie się, idźcie naprzód!

koper1

koper2

koper3

Wyróżnianie: Jędrzej Wichłacz  

 Istnieje pewna teoria zakładająca, że można dotrzeć do każdej osoby na świecie wykorzystując „6 uścisków dłoni”. Teoria ta zrodziła się z pomysłu amerykańskiego psychologia, który poprosił uczestników badania o przekazanie przez znajomych listu do nieznanej osoby, mieszkającej na drugim końcu kraju. Eksperyment pokazał, że odległości pomiędzy różnymi osobami poprzez łańcuchy znajomości są bardzo krótkie – listy docierały do adresata średnio w sześciu krokach.

Posiadanie szerokiej sieci znajomych ma nieocenioną i niepodlegającą żadnym dyskusjom wartość, gdy mamy przed sobą różnego typu zadania lub cele do zrealizowania. Często zdarza się, że z pozoru zupełnie błaha znajomość może otworzyć przed nami całkiem nowe możliwości i okazje. A gdy okazje te otwierają się na różnych kontynentach, w różnych krajach i odmiennych kulturach rzeczy niemożliwe mogą przestać nawet istnieć J.

Uczestnictwo w programie ERASMUS+ stwarza wspaniałe okazje do poznawania ludzi ze wszelkich stron świata. Podczas mojego pobytu miałem przyjemność przebywać z osobami z zupełnie odmiennych kultur, obserwować ich i poznawać ich zwyczaje oraz sposób patrzenia na świat. Uważam to za niezwykłe doświadczenie, które silnie wpłynęło na moje postrzeganie innych ludzi. Zaczyna się dostrzegać rzeczy, na które wcześniej nie zwracało się uwagi, a wiedza zdobyta z takich czasem nie do końca świadomych obserwacji pozwala lepiej rozumieć i komunikować się z innymi. W ciągu 10 minut Argentyńczyk z twojego najlepszego przyjaciela może stać się zajadłym wrogiem, by wieczorem wyjść wspólnie „na miasto”, natomiast Japończyk będzie dla ciebie uprzejmy i grzeczny (z reguły) nawet, gdy ma odmienne zdanie.

Dzięki takim znajomościom świat stoi dla mnie niemal otworem. W ciągu jedynie kilku miesięcy, które spędziłem w niemieckiej Kolonii poznałem ludzi z prawie każdego zakątka naszego globu. Stwarza to niesamowite możliwości, które ograniczane są jedynie przez własną odwagę i wyobraźnie. Okazało się, że wcale nie potrzebuję „6 uścisków dłoni”, by okrążyć ziemię. Wzięcie udziału w wyjeździe sprawiło, że świat stał się mniejszy i bliższy, a kontakt z drugim jego końcem łatwiej osiągalny.

Poza aspektem „społecznym” pobyt w Deutsche Sporthochschule w Kolonii to również czas niezwykle wartościowych zajęć pod względem merytorycznym. Świetnym doświadczeniem była dla mnie możliwość uczestnictwa zajęciach prowadzonych w zupełnie odmienny sposób niż te, z którymi spotkałem się dotychczas. Bardzo często odbywały się dyskusje, podczas których można było wyrazić swoje zdanie w danym temacie i skonfrontować je z opiniami innych studentów. Prowadzący stwarzali nam określone problemy do rozwiązania, co skłaniało do intensywnej pracy przetwarzając wcześniej podane informacje. Uważam to za doskonałą formę uczenia się, która pozwoliła mi rozwinąć się pod względem kreatywnego myślenia oraz podejmowania decyzji. Jestem przekonany, że umiejętności te zaprocentują w przyszłości, zarówno w dalszym studiowaniu, jak i pracy zawodowej.

Pobyt za granicą własnego kraju nieodłącznie związany jest także z komunikowaniem się w językach obcych. To kolejne pole do rozwoju podczas takiego wyjazdu. Osobiście uważam to za jeden z kluczowych powodów, dla których przełamałem się i podjąłem decyzję o wzięciu udziału w programie. Stwarza on idealne warunki, by swoje umiejętności językowe rozwijać. Dla mnie był to bardzo ważny aspekt i jestem niezwykle zadowolony z okazji, którą do tego miałem. Mogę powiedzieć, że dopiero w trakcie wyjazdu nastąpiło prawdziwe uczenie się języka i co więcej, praktyczne jego wykorzystywanie.

Wierzę, że te kilka miesięcy, które spędziłem w Kolonii okażą się świetnym „udekorowaniem” mojego wykształcenia, którego solidne fundamenty kładzie Akademia Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Doświadczenie zdobyte podczas semestru w Deutsche Sporthochschule Koeln oraz kompetencje tam nabyte będą nieocenionym atutem, z którego zamierzam zdecydowanie korzystać w przyszłości.

Erasmus, podaj to dalej !

wichłacz1

wichłacz2

wichłacz3